Wspomnienia o Stowarzyszeniu

Nazywam się Kuba Kotkiewicz. Mam 23 lata. Swoją przygodę ze Stowarzyszeniem „Jestem” rozpoczęła moja mama. Na początku chodziłem na indywidualne zajęcia edukacyjno-terapeutyczne. Po skończeniu szkoły zacząłem uczęszczać na warsztaty do Klubu Integracji Społecznej. Poza zajęciami w KIS-ie chodziłem też na zajęcia dziennikarskie oraz korzystałem z terapii logopedycznej.

Obecnie nadal regularnie uczęszczam na zajęcia do KIS-u, na warsztaty dziennikarskie oraz na zajęcia logopedyczne, prowadzone przez Panią Judytę Jędrzejczak.

W ubiegłym roku dostałem szansę udziału w projekcie unijnym organizowanym przez Stowarzyszenie. Swój udział wspominam bardzo miło. W ramach projektu odbyłem staż zawodowy w siedzibie Stowarzyszenia „Jestem”. Staż wywarł na mnie ogromny wpływ: zmienił moje podejście do wielu spraw. Wcześniej byłem trochę leniwy, a teraz częściej wychodzę z domu i lubię podejmować się nowych zadań. Stałem się bardziej aktywny i zaangażowany.

Jako stażysta miałem swoje zadania: niektóre z nich wykonywałem w domu, ale większą część starałem się realizować na miejscu, w siedzibie Stowarzyszenia. Teraz mam wielką nadzieję, że uda mi się znaleźć ciekawą pracę.

 

 

Nazywam się Bartek Krępicz. O Stowarzyszeniu „Jestem” dowiedziałem się od przyjaciół z Grudziądza. 8 lat temu, po przeprowadzce do Torunia, poznałem Pana Zenka Nienartowicza, który zachęcał mnie do wzięcia udziału w zajęciach z psychologii. Wkrótce potem poznałem Krzysztofa Badacha, na którego zajęcia chodzę do dzisiaj. Potem poznałem Filipa Szafarz. Filip wciągnął mnie na zajęcia dziennikarskie. Po nim prowadziła je Agata Markiewicz, następnie Judyta Jędrzejczak, a teraz Karolina Lewandowska. Poza tym razem z Filipem Szafarz i Olkiem Gryszka zajmuję się prowadzeniem strony internetowej Stowarzyszenia. 

Dzięki uczestnictwu w zajęciach organizowanych przez Stowarzyszenie poznałem fajnych i ciekawych ludzi. Swobodniej poruszam się w Internecie, potrafię naprawić wiele uszkodzeń.

Czuję się potrzebny i cieszę się, że mogę czasami pomóc. Mam też fajny kontakt z kierowcą Krzysztofem Bielickim, który po mnie przyjeżdża. 

 

 

Nazywam się Marian Rybacki i mam 68 lat. Jestem osobą niepełnosprawną z tytułu utraty wzroku. Do 1980 roku pracowałem zawodowo, niestety dalej pracować nie mogłem i przeszedłem na rentę inwalidzką. Choroba oczu nie pozwoliła mi czytać książek i gazet w czarnym druku, ale w bibliotece miejskiej w Toruniu do 2014 roku zaopatrywałem się w książki mówione.

Po wielu latach wątpliwości, za namową kolegi Janka Micka, kupiłem komputer. Janek opowiadał mi, że przychodzi do niego informatyk, który uczy go podstawowej obsługi komputera. Tym informatykiem jest Pan Krzysztof Badach i Janek mnie z nim zapoznał. I tak w 2016 roku trafiłem do Stowarzyszenia „Jestem”. Z pomocą Krzysztofa rozpocząłem naukę obsługi komputera. Pierwsze godziny nauki były dla mnie trudne, ale z czasem szło mi coraz lepiej. Dziś umiem poruszać się po klawiaturze komputera dość sprawnie, pracuję przy poczcie elektronicznej, korzystam ze Skype i Internetu oraz obsługuję programy do przetwarzania plików na mp3. W tym miejscu chcę bardzo podziękować Krzysztofowi za bardzo dobrą pracę, którą wykonał. Przy szkoleniu osoby niewidomej trzeba mieć dużo cierpliwości, bo to jest niełatwa nauka w wyszkoleniu osoby, która posługuje się tylko klawiaturą.

W roku 2018 przeszedłem szkolenie zawodowe na stanowisko „pracownik biurowy”, organizowane przez Stowarzyszenie „Jestem” w ramach projektu „Niepełnosprawni – Sprawni Zawodowo”. W ramach tego projektu odbyłem półroczny staż zawodowy w siedzibie Stowarzyszenia.

 

 

Nazywam się Szymon Maszyński. Pana Zenka Nienartowicza poznałem dużo wcześniej niż powstało Stowarzyszenie ,,Jestem”. Spotkaliśmy się w Instytucie Terapeutycznym Fundacji ,,Daj Szansę” w Toruniu, w którym Pan Zenek był wówczas wolontariuszem, ja zaś od wielu lat byłem w programie tego Instytutu.

Poznał nas ze sobą doktor Krzysztof Liszcz, który był Prezesem Fundacji i zaproponował, aby Pan Zenek w ramach wolontariatu przychodził do mnie do domu na zajęcia z komputerem.

Pamiętam jak po raz pierwszy Pan Zenek zjawił się u mnie w domu. Ubrany był w długi skórzany płaszcz, skórzane spodnie, na nogach miał glany. Zupełnie nie przypominał Pana Zenka z okresu działalności w Stowarzyszeniu.

Bardzo miło wspominam ten czas, oprócz zajęć przy komputerze, które średnio nam wtedy wychodziły rozgrywaliśmy na moim biurku mecze ping-pongowe i rozmawialiśmy na różne tematy. To był czas, kiedy kończyłem szkołę podstawową i mieliśmy z mamą ogromny problem z wyborem gimnazjum. Pan Zenek dał wtedy mamie bardzo mądrą radę. Powiedział, że nieważne, do jakiej szkoły się chodzi, bo najważniejsze jest to, żeby czuć się w niej szczęśliwym. I mama posłuchała tej rady.

Mam jeszcze wspomnienia z wyjazdu z Fundacją ,,Daj Szansę” nad jezioro do Bachotka. Pan Zenek był tam również w roli wolontariusza, z pracownikami Fundacji organizował dla nas różne ciekawe zajęcia: podchody, różne konkursy, pływanie na łódce i wiele innych atrakcji.

Pamiętam jeszcze spotkanie na Zamku Bierzgłowskim, to chyba były początki Stowarzyszenia. Było spotkanie przy ognisku i garstka ludzi. Był Pan Zenek z Panią Iwoną, chyba była Pani Gosia Orłowska, Bogdan Mikołajczewski (kolega Pana Zenka, a mój wolontariusz) ze swoją dziewczyną Eweliną, Pani Renata Suseł z Magdą i jeszcze ktoś był na pewno, ale nie pamiętam kto. Pamiętam tylko, że ognisko było przerywane, bo się rozpadało i nieźle grzmiało, schroniliśmy się wtedy w zamku. Jak to po burzy bywa, zaświeciło słońce i ukazała się nad zamkiem piękna tęcza.

Potem był już czas ściśle związany ze Stowarzyszeniem „Jestem”. Nie od razu tam trafiłem, musiało upłynąć trochę czasu. Miałem na niektóre sprawy trochę inne spojrzenie niż pan Zenek, ale w końcu doszliśmy do porozumienia. Zacząłem w ZDZ-ach, później miałem mały epizod przy Armii Ludowej, no a później już na Fałata. I tak jestem w Stowarzyszeniu do dzisiejszego dnia.

Pan Zenek był wyjątkowym gościem. Robił coś, czego musiał się uczyć na bieżąco, bo przecież nigdy wcześniej nie miał styczności z osobami niepełnosprawnymi. Uczył się naszych potrzeb, traktował nas na równi z osobami zdrowymi, starał się, abyśmy mogli godnie żyć w społeczeństwie. Wielka szkoda, że już go nie ma z nami… Tak wiele mógł jeszcze zrobić.

 

 

Maria Milarska: Do Stowarzyszenia trafiłam w 2003 roku, jeszcze przed uzyskaniem nr KRS dla organizacji pożytku publicznego. Na spotkaniu KOD (Klub Otwartych Drzwi) zjawił się Pan Zenon Nienartowicz i oznajmił, że zamierza założyć stowarzyszenie, więc szuka podopiecznych i wolontariuszy.

I tak, nieregularnie jeszcze, spotykaliśmy się w ZDZ-ach (Zakład Doskonalenia Zawodowego) przy ulicy Żółkiewskiego.

Na początku uczestnikami zajęć byli Paweł, Sławek, Maciek, Przemek, Kasia, Ania, Karolina i ja.

Pamiętam jedną z pierwszych zabaw integracyjnych: „jaką jesteś postacią?”. Kiedy nie mogłam odgadnąć, kim jestem, to Sławek mi podpowiedział: „mieszka w lesie i ma żonę”. Byłam Rumcajsem!

Latem, już po uzyskaniu numeru KRS w kwietniu 2004, pojechaliśmy na obóz pod namioty – nad Jeziorak. Pole namiotowe znajdowało się tuż nad jeziorem, teren był pofałdowany, dla mnie bardzo trudny. Do toalety  daleko, łazienka w innym ośrodku. Mimo to ten wyjazd obfitował w wiele atrakcji: od korzystania ze sprzętu wodnego (kajaki, łódki, jacht) po zajęcia sportowo-rehabilitacyjne oraz zwyczajny dyżur w obozie. Nikt nie miał czasu się nudzić.

 

 

Ania Kryczka: Do Stowarzyszenia „Jestem” trafiłam dzięki mamie Kasi Wiszniewskiej.  Moje pierwsze zajęcia odbywały się po południu i były to zajęcia  integracyjne. Prowadziła je Gosia Hoffman-Orłowska i Andrzej Maczassek. Następnie uczestniczyłam w zajęciach rozwoju osobistego.

Bardzo dobrze pamiętam założyciela i pomysłodawcę Stowarzyszenia – Pana Zenka Nienartowicza. Był on dla nas jak drugi ojciec, bardzo się o nas troszczył, kiedy tylko mógł jeździł z nami, by wszystkiego osobiście dopilnować.

Miło wspominam  np. 3-dniowy wyjazd do Grudziądza. Byli z nami wtedy Monika, Mariusz i Gosia, a później dojechała do nas jeszcze Marta Szklarska, wspaniała wolontariuszka.

W 2018 roku uczestniczyłam w projekcie unijnym „Niepełnosprawni – Sprawni zawodowo”. Ukończyłam półroczny kurs zawodowy o specjalności: asystent biurowy/pomoc księgowego. Jestem z siebie bardzo dumna, gdyż jako jedyna końcowy test napisałam na „5”. Po kursie odbyłam półroczny staż w Stowarzyszeniu.

Prawie równocześnie dołączyłam do grupy teatralnej i mam już za sobą debiut aktorski w bajce „O Królewnie Śnieżce i trzech krasnoludkach”, gdzie wcieliłam się w rolę lusterka.